Dobrze spędzona niedziela w Tomaszowie Mazowieckim przy 150 metrowym kominie | NOENTRY

Dobrze spędzona niedziela w Tomaszowie Mazowieckim przy 150 metrowym kominie

Przeglądając jak zwykle internet natknąłem się na mnóstwo filmików z różnych kominów, między innymi na film Mateusza z rooferss.pl. To był początek mojej kariery z kominami, dlatego tak uważnie oglądałem każdy materiał. Stwierdziłem „No dobra, raz się żyje. Już byłem na 70 metrowym, teraz trzeba wejść na wyższy. Znalazłem 150 metrowy komin Wiskord w Tomaszowie Mazowieckim. O dziwo każdy mówił, że jego stan techniczny jest beznadziejny, ale zardzewiałe barierki nie są dla mnie straszne, więc postanowiłem wejść na jego szczyt. Tydzień przygotowań i wraz z moim tatą w piękną niedziele wyruszyłem w stronę Łodzi.

Dojeżdżając do Tomaszowa stanęliśmy jeszcze na śniadanie w „maku”. Pamiętajcie, Mc’Donalds jest jednym z ciekawszych miejsc do spotkań, bo dużo się w nim dzieje. Od spotkań nietuzinkowych postaci, po dziwne zachowania ludzi w środku, nie mówiąc o tańczących na stołach dzieciach… Zostawiamy maka i lecimy pod komin. stanęliśmy na wyjeździe do komina. Tata mówił, że to zły pomysł, no ale wiece, adrenalina. Jesteśmy pod kominem, w realu pod grodzeniem, ale co to dla nas. Pyk, myk i niczym magik już za ogrodzeniem. Zacząłem kombinować jak wejść na komin bo drabina zaczynała się na wysokości ok. 3 metrów. I wtedy dopiero zobaczyłem stan tego komina. Nie kłamali. Naprawdę był beznadziejny, ale pierwszy raz w życiu wziąłem praktyczne cały sprzęt wspinaczkowy aby się tak zabezpieczyć. dochodzę do pierwszej galerii, za nic nie ufałem tej konstrukcji, dlatego co chwilę się przypinałem.

Pokazuje tacie, żeby wszedł do komina, aby sobie pogadać bo wtedy nie miałem jeszcze radia do komunikacji. Mówię mu, że idę do góry. Tak teraz myśląc nie wszedłbym tam bez muzyki, bo tak słuchając nagrań jak to skrzypiała wszystko, to naprawdę gorzej niż dźwięki w horrorze. Dochodzę do 2 galerii. Stan wizualny jeszcze gorszy, ale co ‚ja nie wejdę?’. Cel – szczyt. Przede mną ostania galeria. Tam już się zatrzymuję, żeby się zabezpieczyć różnymi linkami i taśmami, bo stanąć na szczycie trzeba. Zostawiłem większą line i zaczynam manewrować drabinką lekko wychyloną do tyłu. Strach był okropny, ale w końcu się udało. Wszedłem na szczyt. Przyznam się nie obszedłem go dookoła ale tak w połowie byłem. Plus był taki, że lina cały czas mnie tam jakoś trzymała. Kilkanaście fotek zrobione, nawet na selfie był czas.

Okay, wracam się. Lina o coś się zaczepiła i teraz taka krótka decyzja: czy wrócić się i ją odczepić, czy szarpać. Krzyczę do ojca, żeby przypadkiem nie był po stronie zewnątrz komina. Ciągnę i serio, nie przypuszczałem że to jakiś luźny element, kawałek stali czy czegoś tam spadł w galerie lekko ją uszkadzając, po czym leciał swobodnie w dół. Kiedy uderzył w ziemię zacząlem się bać, żeby komin nie zaczął się walić, bo kiedy to uderzyło to zaczął się trząść. Dobra, lecę w dół, przechodząc jeszcze przez ledwo wiszącą galerię, która o dziwo się jakoś trzymała.

Zacząłem się odpinać od lin i tam gdzie położyłem linę zauważyłem redbulla. Popatrzyłem na wieczko i datę. wszystko było jeszcze dobre. Na butelce był naklejony napis „dla tego który tu dotarł”. W sumie miły prezent, biorąc pod uwagę, że nic nie wziąłem ze sobą do picia. Pochwaliłem się ojcu, że redbulla znalazłem na szczycie. Gdyby nie fakt, że tak chciało mi się pić to bym go nie wypił, ale no dobra, już się napiłem, a to był mój pierwszy energetyk. Trochę bałem się go pić ale halo, przed chwilą wszedłem na cholerny komin! Czego ja się mam bać w elektryku? bałem się lekko też wejść na komin.

Na ostatniej galerii zauważyłem 3 osoby na dole. Mój ojciec i… Ochrona. Super. Schodzę z góry, krzyczę „dobry”, a przemiły pan ochroniarz odpowiada „dobry, dobry”. Na samym dole spotkałem się ze spoko ludźmi, pogadaliśmy z nimi, że się wspinamy i takie tam, a oni nam zaczęli opowiadać że kiedyś jakiś facet ukradł panele słoneczne z samej góry. To był wyczyn! Można tak powiedzieć, bo w dalszym ciągu nikt nie wie jak tego dokonał. I dlatego tak zareagowali, ale w sumie tylko nas spisali w razie problemów. Był też przedstawiciel właściciela obiektu, mówił mi że na spoko załatwi mi wejście na komin obok i dał mi swój numer. Wejdę za zgodą… To dla nas coś nowego. Wychodzimy z terenu normalnie, jak cywilizowani ludzie gadając z chłopakami i lecimy do auta. Nie ma to jak dobrze spędzona niedziela.

 

RelatedPost

  • /

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *