Janek wśród załogi i to przez wpadkę na Krakowskim Szkieletorze | NOENTRY

Janek wśród załogi i to przez wpadkę na Krakowskim Szkieletorze

Kiedyś przytrafiła mi się fajna sytuacja. Wchodząc w 3 osoby (łącznie ze mną) nagle zauważyłem jakieś 4 osoby na platformie. To w sumie było dziwne, ale o 3 w nocy wszystko jest dziwne. Oczywiście, jak to mieliśmy w zwyczaju, przeskoczyliśmy bramę UEK-u, podczas wykonywania owego manewru można było poczuć ekscytację oraz strach, gdyż przed nami po raz kolejny wyłonił się Szkieletor. Jedna z osób, która nie miała w zwyczaju nigdy przedtem robić nic podobnego ciągle klnęła pod nosem. Chyba za bardzo się wszystkim przejmował. Oczywiście, jako iż ja byłem zaznajomiony z terenem postanowiłem ruszyć pierwszy….  W razie czego mój urok na pewno by oczarował strażników, co pozwoliłoby naszej grupie na szybką ucieczkę. Bez problemu pokonałem ostatnią przeszkodę wiodąca nas do przepięknego reliktu komunizmu i niczym Tom Cruise w iście hollywoodzkim stylu, rozglądając się na prawo i lewo, dotarłem na miejsce bez żadnych komplikacji.  Jednak jeden z naszych kompanów, Szymon, nie miał na tyle szczęścia. Zapewne z braku doświadczenia oraz zdenerwowania nie przemyślał, iż wełniane rękawiczki mogą nie zapewnić mu wystarczającej przyczepności i runął z 3 metrów w dół, uszkadzając sobie rękę, przez co nie mógł kontynuować wyprawy.

Wchodzimy do góry. Teraz już jest inna sprawa bo nie trzeba było wchodzić szybem tylko ukochanymi 4 metrowymi filarami do 2 piętra. Gdy byliśmy już u góry, zrobiliśmy kilka fotek, posiedzieliśmy sobie i pogadaliśmy o wszystkim poznając się bardziej i pięknie czekaliśmy na wschód słońca.


Janek z koleżanką zszedł wcześniej, bo koło 5. Z góry patrzyliśmy na nich, gdy wychodzili już z obiektu. Gdy szli drogą nagle „szanowny pan ochroniarz” otworzył bramę, patrzy na nich i… zastanawia się skąd oni się wzięli. Znajomy poszedł sobie jeszcze kilka pięter niżej pospać, a ja czekałem na wschód. To właśnie ten wschód jest na filmie. Koło 8 zaczęło nam się nudzić, więc zaczęliśmy schodzić. Byliśmy już tak zmęczeni, że nie chciało nam się kompletnie nic, oprócz pójścia do domu. Ta wyprawa była szczególna, bo poznałem niesamowitą osobę, która jest teraz w naszej ekipie oraz która stała się moim dobrym przyjacielem. „SZKIELET ŁĄCZY LUDZI”.  Janku, dzięki, że ze mną jeszcze wytrzymujesz po tych wszystkich akcjach.

 

RelatedPost

  • /

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *